Hygge po polsku? Przyjemniaczkowanie

Za pioniera hygge w Polsce można uznać Ryszarda Rynkowskiego, który wieki temu inspirował nas tekstem piosenki „Nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić. Leżeć w trawie, liczyć chmury, gołym i wesołym być”.

Umiejętność cieszenia się życiem nie wymaga od nas posiadania kosztownych rzeczy, wykupowania drogich wycieczek czy posiadania designerskich artykułów.

Hygge, twoja przyjemna część dnia

Książka tłumacząca światu duńskie hygge już powstała, a w odpowiedzi na nią i Polacy postanowili napisać o swoim podejściu do życia. Książkę promują hasłem – Duńczycy mają hygge, a Polacy „Jakoś to będzie”. Trzeba przyznać, że hasło to dość dobrze odzwierciedla nasz polski sposób podejścia do wielu spraw życiowych, jednak ni w ząb nie można go uznać za bezpośrednie tłumaczenie duńskiego hygge. Hygge to raczej pozytywny sposób bycia nastawiony na czerpanie radości i przyjemności z bycia tu i teraz. Ponieważ trudno jest wprost wytłumaczyć o co w tym pojęciu chodzi, wesprę się przykładem z własnego, przyjacielskiego podwórka.

Przyjemniaczkowanie nic nie kosztuje – hygge

Para bliskich przyjaciół – nazwijmy ich „Państwo I.” –  dawno temu zaczęła celebrować hygge po polsku. Nie znając jednak tego określenia – stworzyli własną nazwę dla radosnych chwil spędzanych razem – jak sami powiedzieli to czas na „przyjemniaczkowanie”. Kiedy słyszę opowieści o tym, w jaki sposób celebrują każdą wolną chwilę po pracy, myślę że idealnie wpasowują się w duńską lifestylową ideę. Spędzają cudownie rozciągnięte w czasie popołudnia, słuchając muzyki, spacerując, bawiąc się z dzieckiem, rozmawiając i śmiejąc się. Każdy weekend jest okazją do przeżycia go w pełni, do wybrania się na łódkę, w odwiedziny do rodziny lub przyjaciół w innym mieście, do zbierania jagód i grzybów w lesie. Wypełniają swój czas przyjemnymi chwilami, rozrywkami pośród których znajdują czas na szczerą rozmowę z bliskimi, prawdziwy śmiech i przymrużenie oka na otaczającą rzeczywistość. Trzeba przyznać, że taki model rodziny jest dość nowoczesny, jak na polskie realia, jednak staje się on coraz bardziej pożądany przez młodych ludzi, którzy po dziurki w nosie mają życia, zdefiniowanego jedynie przez obowiązki. Choć trzeba przyznać, że bez nich nie byłoby hygge.

Bez pracy nie ma hygge, choć hygge nie wymaga pracy

Głównie dlatego, że dni wypełnione są po brzegi pracą i listą rzeczy do zrobienia, powstała potrzeba zanurzenia się w chwili i odczucia, że życie może być naprawdę piękne. Umiejętność cieszenia się życiem nie wymaga od nas posiadania kosztownych rzeczy, wykupowania drogich wycieczek czy posiadania designerskich artykułów. To właśnie chwile, przygody, doświadczenia, długie i prawdziwe rozmowy sprawiają, że dni nabierają magicznego czaru i przestajemy liczyć czas. Niczym dzieci pochłonięte zabawą angażujemy się w rozmowę lub po prostu chwilę która trwa. Przez dłuższy czas przestajemy wybiegać myślami do przodu myśląc o tym, co mamy do zrobienia, przestajemy też analizować rzeczy które się już wydarzyły. Po prostu cieszymy się daną chwilą, nie ważne czy akurat czytamy książkę, opalamy się na plaży, czy też popijamy herbatę w miłym towarzystwie, jedziemy na przejażdżkę rowerową czy też słuchamy ulubionej muzyki. Oczywiście hygge dba o atmosferę chwili i jeśli potrafimy nasze otoczenie w prosty sposób ocieplić – np. dodając akcenty, które nam poprawiają humor lub dodają energii, to niewątpliwie powinnismy to zrobić. Hamak pomoże nam ukołysać się do snu w ciepły letni dzień, a optymistyczny obraz wywoła uśmiech, gdy tylko na niego spojrzymy. Małe rzeczy, które nas cieszą są właśnie domeną „hygge’onistów”, a w zależności od pory roku mogą one być przeróżne.

Jesienią cieszyć może powrót do domu, ciepła herbatka i spoglądanie na krople deszczu spływające leniwie po szybie. Albo spacer pośród kolorowych liści opadających w wirze wiatru, tworząc barwny i szeleszczący dywan. Zimą cieszą płatki śniegu, lepienie bałwana, wieczory spędzone w ciepłym domu pod kocem. Wiosną zapach wilgotnej ziemi i budzące się z zimowej drzemki ptaki, które cieszą ćwierkaniem, a także pąki na drzewach, przypominające, że nadchodzi czas odrodzenia. Latem, popijając lemoniadę i smakując czereśnie, napawamy się słońcem i słodkim nieróbstwem podczas urlopu, na który zapracowaliśmy. Jednak w całym tym hygge najlepsze jest to, że wcale nie trzeba wysiłku, by przekonać się jak oczyszczająco działa.

Kto więc ma chęć na chwilę wtopić się w duńskie społeczeństwo, żeby odczuć smak hygge, powinien wybrać się do Kopenhagi. Chętnych zapraszamy na rejs promem Unity Line.

Kontakt