Nawiedzona Szwecja

Wycieczka do Błękitnej Panny jest jedną z największych atrakcji południowej Szwecji. Błękitna Panna, czyli Blå Jungrun to niewielka, skalista wysepka w Cieśninie Kalmarskiej. Legenda mówi, że w dawnych czasach spotykały się tu czarownice. Do dziś zwiedzający czują tu czasem czyjąś obecność.

Najdziwniejsze jest jednak to, że ktokolwiek zabierze z wyspy nawet malutki kamyczek, po jakimś czasie go odwozi, albo odsyła. Turyści twierdzą, że kawałki skały z Blå Jungrun odmieniają życie, po prostu przynoszą pecha. Jakby miały duszę i rozum.

Wierzyć, nie wierzyć? Są rzeczy na niebie i ziemi, które nie śniły się filozofom. Każdy, choćby najbardziej racjonalnie myślący człowiek, natknie się kiedyś na miejsce, w którym stanie oko w oko z niewiadomym. Miejsc, gdzie grunt pod nogami tracą nawet najwięksi sceptycy, w Szwecji jest wiele. No bo co zrobić, gdy słucha się opowieści o kamieniach z wyspy czarownic? Albo na drodze staje duch?

Za jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc w Szwecji uchodzi Glimmingehus na południu kraju. Średniowieczny, ponury zamek chętnie szczyci się swoją groźną historią. Co roku odbywa się tu festiwal „Dziwnych historii i przerażających opowieści”, natomiast nocami często słychać tu dziwne dźwięki. Oprócz klasycznych duchów, w Glimmingehus pojawia się również dość nietypowy duch kury. To chyba taka jedyna zjawa na świecie.

Tajemnica fortecy

XIV-wieczna twierdza w Varberg nad cieśniną Kattegat broniła kiedyś wybrzeża przed Duńczykami. W początku dwudziestego stulecia urządzono tu ciężkie więzienie. Wtedy pojawiły się pierwsze relacje o dziwnych zjawiskach. Skazani słyszeli jakieś dźwięki, widzieli tajemniczą postać. Oficjalnie jednak władze więzienia zaprzeczały, że w twierdzy dochodzi do niewyjaśnionych wydarzeń. Ale nawet dzisiaj, w muzeum, które tam działa, słychać przerażające głosy, które biorą się nie wiadomo skąd, a ludzi, którzy tam przebywają ogarnia uczucie paraliżującego strachu. Niektórzy twierdzą, że wszystko co się dzieje w starej fortecy ma związek z jednym z muzealnych eksponatów. To ludzki szkielet sprzed 650 lat, który został znaleziony w podziemiach. W miejscu, gdzie powinno być serce tkwi drewniany kołek. Nie wiadomo kim był ten człowiek, ani z jakiej przyczyny poniósł okrutną śmierć, ale to może właśnie jego dusza nie może dziś zaznać spokoju.

Trzy damy z plebani

Gdy w 1876 roku, w małej wiosce Borgvattnet powstawała nowa plebania, nikt się nie spodziewał, że kilkadziesiąt lat później zasłynie jako najbardziej nawiedzony dom w Szwecji. Pierwsze wzmianki o dziwnych wydarzeniach pochodzą z 1927 roku. Pastor Nils Hedlund opisywał wtedy w swoim dzienniku niepokojące głosy, które słyszał w środku nocy. Duchowny nie mógł ustalić skąd pochodziły, wzmocniony wiarą, podchodził do nich jednak bez obaw. Ale już jego następca, Rudolf Tängdén, opowiadał, że widział na plebani ducha kobiety. Pojawiła się nieoczekiwanie w korytarzu i dość szybko znikła. Zjawy widywał również kolejny mieszkaniec nawiedzonego domu, pastor Otto Lindgren. Nie tylko słyszał budzące trwogę krzyki, ale widział też, jak przedmioty same się poruszały! Tymczasem nikt ich nie dotykał! Wtedy stało się jasne, że duchy zadomowiły się już na dobre na plebani.

W 1941 roku w gościnnym pokoju nawiedzonej plebani nocowała pewna dama, która obudziła się w środku nocy wyraźnie czując czyjąś obecność. Gdy otworzyła oczy, z przerażeniem spostrzegła trzy siedzące na sofie kobiety. Były staromodnie ubrane i przenikliwie się w nią wpatrywały. Gdy przerażony gość zapalił światło, widmowe postacie powoli rozpłynęły się w powietrzu.

Duchy nie lubią foteli

W 1945 roku do domu w Borgvattenet wprowadził się następny mieszkaniec, pastor Erik Lindgren. O nawiedzonej plebani było już głośno w całej okolicy. Lindgren nic sobie nie robił z tych opowieści i postanowił nawet opisywać wszystkie dziwne rzeczy jakich doświadczy w pamiętniku. I rzeczywiście, początkowo duchy jakby straciły zainteresowanie plebanią. Pastor triumfował. Wszystko zmieniło się jednak, gdy Erik Lindgren kupił stary, bujany fotel. Nowy zakup wyraźnie nie spodobał się bytom zasiedlającym domostwo.

fot.: Robert Walker

Duchy nie lubią foteli

Jakaś nieznana, potężna siła nakazywała mu natychmiast opuścić wygodny mebel. Działo się tak za każdym razem gdy pastor choćby pomyślał o wypoczynku. Początkowo sceptycznie nastawiony, Lindgren na własnej skórze przekonał się w końcu z jaką siłą ma do czynienia. Pewnego wieczora, gdy za wszelką cenę postanowił wysiedzieć w fotelu, ten, jakby popchnięty niewidzialną siłą, o mało się nie przewrócił. Pastor musiał pogodzić się z obecnością duchów.

Nawiedzona plebania w Borgvattenet stała się sławna w całej Szwecji. Obecnie w budynku działa znany zajazd, a nocujący tu goście do dziś słyszą w nocy tajemnicze dźwięki.

Małżeństwo za murem

Z obecności duchów słynie również pałac Schefflera w Sztokholmie. Rezydencja, którą zbudował w 1690 roku bogaty kupiec, Hans Petter Scheffler, już w XVIII stuleciu zyskała sławę nawiedzonej przez duchy. Działy się w niej rzeczy, których nikt nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć. Mieszkańcy często słyszeli nocą muzykę i śpiewy wydobywające się jakby z podziemi. W pałacu pękały szyby i lustra. Wtedy w okolicznych wioskach zaczęto opowiadać, że kolejny właściciel posiadłości, Jacob von Bathazar Knigge był czcicielem szatana. W 1796 roku Knigge zniknął bez śladu i nie udało się go nigdy odnaleźć. Panowało przekonanie, że sam Lucyfer zabrał go w podróż w zaświaty. Byli nawet „świadkowie”, którzy widzieli czarny powóz z rogatym woźnicą.

iStock_000010252319Large

Mieszkańcy słyszeli nocą głosy

Po zniknięciu Knippa w pałacu ciągle coś się działo. Pewnego dnia jeden z pokoi został wynajęty przez śpiewaka operowego Gustafa Sandströma. Artysta popełnił tu samobójstwo. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby wkrótce za ścianą jednej z piwnic nie odnaleziono zamurowanych tu ciał młodego małżeństwa. Zostali zamordowani w tajemniczych okolicznościach. Ale to jeszcze nie wszystko. Okazało się, że wokół posiadłości jest więcej grobów. Być może zakopano w nich anonimowe ofiary tutejszego czciciela szatana?

Kiedy do posiadłości przyjechał ksiądz, aby uwolnić to miejsce od dziwnych zjawisk, tajemnicza siła wyrzuciła go przez okno. Według niektórych ksiądz wybiegł z domu przerażony i nie odzyskawszy spokoju ducha zmarł na atak serca. Dziś pałac jest miejscem, w którym odbywają się naukowe konferencje. Naukowcy, twardzi realiści, nic nie robią sobie z przeszłości pałacu. Podobno wszystko można racjonalnie wytłumaczyć, ale czy na pewno?

Joanna Lamparska

fot.: Lola Akinmade/Image Bank Sweden, Robert Walker/SXC, iStock

Kontakt