Zamki nad cieśniną Sund

Zamki nad cieśniną Sund

Z wizytą w Danii: Zamki nad cieśniną Sund

My mamy swój Dolny Śląsk, Niemcy Bawarię, a w Danii najpiękniejsze zamki są w północnej Zelandii. I o ile w Niemczech cesarstwo skończyło się wraz z Wilhelmem II Hohenzollernem, a ostatni król Polski zmarł 220 lat temu, o tyle w Danii monarchia ma się całkiem nieźle. Posiadłości królewskie są więc dobrze zachowane, a z niektórych (jak zamek we Fredensborgu) rodzina królewska nadal korzysta.

Z Polski na Zelandię najlepiej dotrzeć przez Szwecję. Wystarczy dwukrotnie przepłynąć się promem – ze Świnoujścia do Ystad, a następnie z Helsingborga do Helsingøru. Drugą opcją jest przejazd przez most Øresund, aby z Malmö dostać się do Kopenhagi. Korzystanie z przeprawy w Helsingborgu ma jednak tę zaletę, że już z wody możemy podziwiać pierwszą budowlę. To zamek Kronborg, który – dzięki temu, że stoi na cyplu, a wokół niego jest otwarta przestrzeń – robi ogromne wrażenie.  Jadąc na południowy zachód od Helsingøru natrafimy na dwie kolejne posiadłości: barokowy pałac Fredensborg i okazały zamek Frederiksborg – oba wyróżniające się pięknymi ogrodami. Tym trzem zamkom warto przyjrzeć się dokładniej.

 

Duchy zamku Kronborg

Historia zamku Kronborg rozpoczyna się w 1420 roku wraz z księciem (polskiego pochodzenia) Erykiem Pomorskim. To on na najwęższym przesmyku na cieśninie Sund zbudował fortecę i „rozkręcił swój biznes”. Wprowadził pobieranie myta od przepływających nią statków. Interes był na tyle opłacalny, że haracz pobierali także inni władcy aż do 1857 roku. Cieszyło to zwłaszcza mieszkańców Helsingøru, gdyż osada dzięki dodatkowym pieniądzom zaczęła się prężnie rozwijać.

Miejsce jeszcze bardziej dopieścił król Fryderyk II Oldenburg. Nadał Helsingørowi prawa miejskie, a z fortecy zrobił w 1585 roku imponującą rezydencję w renesansowym stylu. I to specjalnie dla swojej żony, Zofii Meklemburskiej, aby nie musiała po ślubie rezygnować z luksusu, do którego była wcześniej przyzwyczajona. Przez wieki zamek ulegał modyfikacjom – czasami wymuszonym ze względu na pożar w 1629 roku czy grabieże Szwedów po II wojnie północnej. Warto jednak wiedzieć, że obecny wygląd zamku to duża zasługa Chrystiana IV, który był znanym mecenasem sztuki i wielbicielem architektury.

Zwiedzając posiadłość, warto zajrzeć w szczególności do największej sali balowej w Europie, mierzącej aż 63 metry!

A gdzie te duchy z podtytułu? Bodaj najważniejszym jest Hamlet. Dzisiaj o zamku Kronborg zresztą mówi się nie inaczej, jak zamek Hamleta. Szekspir umieścił budowlę w swoim dramacie pod nazwą Elsynor (bo tak się wymawia Helsingør), chociaż nigdy jej na własne oczy nie zobaczył. Opis zamku prawdopodobnie uzyskał od brytyjskich posłańców bądź marynarzy. I chociaż akcja Hamleta rozgrywa się wcześniej, aniżeli Kronborg zaczął istnieć, to fani Szekspira nieszczególnie się tym przejmują i przyjeżdżają co roku, w sierpniu na Festiwal Szekspirowski (a odbywa się on, bagatela, od ponad 200 lat!) oraz każdego innego miesiąca, aby odwiedzić symboliczny grób bohatera.

Drugi duch podobno szwenda się po korytarzach, ale szybciej zobaczyć można jego posąg w kazamatach. To hrabia Ogier Duńczyk. Dzielny rycerz żył około IX wieku i – jako mistrz w swoim fachu – był rozchwytywany przez władców. Nawet Karol Wielki wybaczył mu zabójstwo bratanka w zamian za pomoc przy rozgromieniu Saracenów (co opisane zostało w „Pieśni o Rolandzie”). Jak głosi legenda, zakuty w skale hrabia z Kronborga obudzi się, gdy Dania będzie w niebezpieczeństwie. Na szczęście Ogier może się dziś spokojnie ponudzić.

 

69 figur przy Fredensborgu

Fredensborg to jednocześnie nazwa zamku i miejscowości. Właściwie samo miasto zostało założone wyłącznie na potrzeby rezydencji duńskiej rodziny królewskiej. Dopiero niedawno rozkwitło tu życie pozapałacowe. Posiadłość powstała ok. 1720 roku z polecenia Fryderyka IV. Po zakończeniu III wojny północnej nazwano ją Zamkiem Pokoju. Duży wkład w obecny wygląd kompleksu wniosła królowa Juliana Maria i jej nadworny architekt Caspar Frederik Harsdorff

Po śmierci królowej w 1796 roku Fredensborg był rzadko używany. Dopiero król Chrystian IX i królowa Ludwika ponownie tchnęli w niego życie. Od tamtego czasu służy celebracji ważnych wydarzeń z życia rodziny królewskiej – ślubów, rocznic i urodzin. Współcześnie panująca królowa, Małgorzata II używa pałacu głównie wiosną i jesienią. Zaprasza tu na oficjalne wizyty przedstawicieli państw z całego świata. Związana jest z tym interesująca tradycja – goście w jednym z pokoi wydrapują diamentem na szybie swoje imiona, pozostawiając w pałacu ślad swojej obecności.

To, co koniecznie trzeba zobaczyć we Fredensborgu, to rozległy, przypałacowy park, który wiedzie od zamku aż do jeziora Esrum. Zajmuje ponad 300 akrów i utrzymany jest głównie w stylu angielskim. Aleje parkowe rozchodzą się promieniście od budynku pałacu i ozdobione są 69 figurami kamiennymi z lat 1764-1784. Przedstawiają postaci rolników i rybaków z Norwegii oraz Wysp Owczych. Warto wspomnieć, że w renowacji barokowych rzeźb brały udział Pracownie Konserwacji Zabytków z Poznania, w ramach 23-letniego projektu Normandsalen. Dziś można na żywo zobaczyć efekt ich pracy.

 

Zamek na jeziorze Slotssø

Położenie tego zamku zachwyca. Rozmieszczony jest na trzech wyspach, otoczony zewsząd wodą, a na stały ląd wchodzi się przez rozległy ogród. Frederiksborg, bo o nim mowa, to podręcznikowy przykład manieryzmu północnego. Nazwany na cześć króla Fryderyka II, który zamek ufundował. Geneza budowli sięga jednak średniowiecza. Wcześniej był tu najprawdopodobniej pałac myśliwski, który później przekształcił się w zamek Hillerødsholm. Fryderyk II, który od polowania nie stronił, często zaglądał w te okolice. Zamek na tyle mu się spodobał, że postanowił go przejąć i rozbudować.

„Kropkę nad i” postawił jego syn, Chrystian IV – ten sam, który przyczynił się do rozwoju zamku Kronborg. Za jego panowania Frederiksborg dorobił się gmachu kancelarii i budynku wielkorządcy, zyskał na zdobieniach architektoniczno-rzeźbiarskich, a na jego dziedzińcu ustawiono fontannę Neptuna. Dzieło Adriaena de Vriesa miało symbolizować ówczesną dominację Danii na Morzu Bałtyckim. Zamek zyskał na randze, a w jego kaplicy od 1671 roku koronowano kolejnych władców z dynastii Oldenburgów (tylko Chrystian VII wyłamał się z tej tradycji). Procedura trwała do 1840 roku.

Kaplica królewska to zresztą jedyne miejsce, które pozostało w nienaruszonym stanie od tamtego czasu. Resztę strawił pożar w 1859 roku. Na szczęście już 20 lat później zamek został pieczołowicie odrestaurowany. Duża w tym zasługa ówczesnego właściciela browaru Carlsberg, Carla Jacobsena. Dziś w zamku mieści się Narodowe Muzeum Historyczne z bogatą kolekcją portretów duńskich monarchów, drogocennych gobelinów, wystawnej porcelany i dawnych mebli. Szczególnie warto zajrzeć do Sali Audiencyjnej projektu Lamberta von Havena. Jest ulokowana na pierwszym piętrze – w XVII wieku można było się do niej dostać nawet windą, która – de facto – była po prostu krzesełkiem wciąganym liną.

Ważnym elementem zabudowy we Frederiksborgu jest ogród. Powstawał w latach 1720-1725 i jest utrzymany w stylu francuskiego baroku. Najbardziej przyciąga uwagę niski bukszpanowy żywopłot, wycięty w kształt monarszych monogramów: Fryderyka VI, Chrystiana VI, Fryderyka V i Małgorzaty II. Aby docenić niezwykłą scenerię parku, warto przyjechać tu szczególnie latem, kiedy roślinność jest najbardziej bujna i kolorowa.

 

W lipcu z Unity Line

Zamki najlepiej zwiedzić z wykwalifikowanym przewodnikiem. Nie dość, że oprowadzi nas po najciekawszych zakamarkach, to i opowie anegdoty, których nie znajdziemy w ulotkach. W samym środku wakacji Unity Line organizuje wycieczkę po północnej Zelandii, gdzie w pakiecie – obok biletu na prom, wyżywienia, autokaru i biletów wstępu – mamy zapewnionego pilota. Wyprawa jest zaplanowana na ostatni weekend lipca, co oznacza, że można skoczyć do Danii między jednym tygodniem pracy a drugim, nie tracąc przy tym urlopu. Do zobaczenia będą nie tylko „borgi”, ale i kawałek Kopenhagi oraz okazałe wille na „duńskiej riwierze”, a więc… do zobaczenia?

Kontakt