Kopenhaga – miasto Andersena

Graallinger_ved_Utterslev_Mose

brzydkie kaczątko Andersena?

Kto nie lubi historii Calineczki, z zapartym tchem nie śledził kolei losu Kaja i Gerdy, nie współczuł dziewczynce z zapałkami? Trudno byłoby znaleźć osobę, która w dzieciństwie nie czytała bajek sławnego duńskiego pisarza. Wszyscy ci, którzy darzą Andersena szczególną sympatią, powinni spróbować zwiedzić Kopenhagę jego tropem – ciekawych miejsc do zobaczenia nie zabraknie.
Pomimo tego że ten słynny bajkopisarz i dramaturg urodził się w duńskim Odense, to właśnie w Kopenhadze spędził najwięcej lat swojego życia, gdzie mieszkał i tworzył. I to właśnie tutaj spotkamy najwięcej śladów jego obecności. Duch Andersena spoziera właściwie z każdego zakamarka Kopenhagi, sami Duńczycy chętnie przywołują jego imię, stawiają mu kolejne pomniki, świętują andersenowskie rocznice. Mówi się, że przeprowadzenie narodowej sondy z pytaniem o najwybitniejszego pisarza duńskiego byłoby bezcelowe, bo odpowiedź z góry byłaby znana. Spójrzmy na Kopenhagę przez pryzmat Andersena, sprawdźmy, jak bardzo Duńczycy kochają swojego pisarza.

Najsłynniejszy duński pomnik

jkmaximov_flickr_

Mała Syrenka wzbudza gwałtowne reakcje

Trudno byłoby się spierać, która z baśni Andersena jest najbardziej znana i lubiana. Bezapelacyjnie jednak baśń o małej syrence należy do tych najpopularniejszych. To właśnie inscenizacją historii o nieszczęśliwej miłości pół-ryby do człowieka, zafascynował się Carl Jacobsen, syn założyciela browaru Carlsberg, który po obejrzeniu baletu „Mała Syrenka” ufundował pomnik na jej cześć. Twórcą rzeźby został duński rzeźbiarz Edvard Eriksen, a pozowała mu tancerka kopenhaskiego Teatru Królewskiego – Ellen Price.
Każdy kto był Kopenhadze pomnik syrenki widział na pewno – jest jedną z atrakcji, do których przewodnicy kierują się najchętniej, a turyści stawiają ją jako obowiązkowy punkt w planie zwiedzania miasta. No bo jak to – być w Kopenhadze i nie zrobić sobie zdjęcia z najsłynniejszym pomnikiem w całej Danii?
Syrenka spokojnie siedzi sobie na głazie wyłaniającym się z wody, tuż przy portowym nabrzeżu. Ma 1,25 m wysokości i waży około 175 kg, powstała w 1913 roku. Wiele razy padała ofiarą dewastatorów – kilkakrotnie traktowano ją farbą (najczęściej czerwoną), obcinano rękę, albo głowę, pewnego dnia ktoś podłożył pod nią materiały wybuchowe… W 1961 r. ubrano ją w biustonosz, a w 1986 r. na jej głowę nałożono krowi łeb. Była także obiektem używanym do wyrażania protestów społecznych. W 2004 r. autobusy pełne japońskich turystów ujrzały syrenkę szczelnie okrytą turecką burką i owiniętą szarfą z napisem „Turcja w UE?”. Był to protest przeciw podjętej właśnie w Parlamencie Europejskim decyzji o rozpoczęciu z Turcją negocjacji w sprawie przyjęcia tego kraju do Unii.
Mała Syrenka stała się jednym z najbardziej znanych symboli Kopenhagi. W wielu miastach zaprojektowano kopie posągu, aż pięć z nich znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Polacy chętnie twierdzą, że jest siostrą tej warszawskiej. W myśl legendy obie wypłynęły z otchłani Bałtyku w okolicach Gdańska, jedna skierowała się w górę Wisły, a druga przycupnęła na nabrzeżu Kopenhagi…

Baśniowe zakamarki

Hans Christian Andersen, zwany w Danii po prostu „HCA” mieszkał w Kopenhadze 47 lat. Nigdy nie został właścicielem żadnego mieszkania. Przez wszystkie lata wynajmował pokoje w prywatnych domach, hotelach, korzystał też z gościnności swoich przyjaciół. Podążając tropem Andersena nietrudno odnaleźć jedno z ważniejszych miejsc, w którym mieszkał i tworzył. Warto zapuścić się na ładną chwilę w XVII – wieczny Nyhavn (Nowy Port), z charakterystycznymi kolorowymi kamienicami, gwarnymi kafejkami i restauracjami, który bez wątpienia są jednym z najpopularniejszych miejsc spotkań Duńczyków. Jednak dawno temu Nyhavn, rewir żeglarzy, nie cieszył się zbyt dobrą opinią – jak każda portowa dzielnica był miejscem schadzek i uciech cielesnych. To właśnie w tej okolicy przez wiele lat pod numerem 67, a później 18 mieszkał Andersen. Kto wie, może to właśnie tutaj napisał swoją pierwszą bajkę?

Ogrody Tivoli były dla pisarza źródłem inspiracji do wielu baśni. To właśnie na Chiński Pawilonie znajdującym się na tym terenie, wzorował się pisząc znanego „Słowika”.
Duch tego sławnego pisarza wydaje się być w Kopenhadze wszechobecny. W samym rogu Placu Ratuszowego, tuż przy ogrodzie rozrywki Tivoli stoi kolejny ciekawy pomnik. Tym razem samego mistrza. Na pierwszy rzut oka trudno poznać, że to sam Andersen. Przedstawia mężczyznę w średnim wieku, ubranego w surdut i cylinder. Jedną ręką trzymający półotwartą książkę patrzy w dal, jakby zasłuchany w gwar miasta. Podobno pomnik miał najpierw przedstawiać pisarza czytającego dzieciom. Artysta jednak nie zgodził się na taki wizerunek. Nie chciał kojarzyć się tylko z bajkami, choć to właśnie one uczyniły go nieśmiertelnym.
Wszyscy fani twórczości Andersena zdecydowanie powinni udać się do wspomnianych już ogrodów Tivoli, położonego w centrum Kopenhagi parku rozrywki, jednej z największych atrakcji turystycznych Danii. Amatorzy wesołych miasteczek znajdą tam coś dla siebie – kolejki, karuzele, koncerty, występy akrobatów i muzyków. Są także aktorzy chętnie odgrywający sceny z bajek Andersena.

Żółty dom w Odense

HC_Andersens_Barndomshjem,_Odense

dom pisarza w Odense

Jeśli mamy możliwość wydostać się z Kopenhagi choć na chwilę – pojedźmy do Odense! Miasto to leży w samym centrum zielonej wyspy Fionii, jest oddalone od Kopenhagi o ok. sto kilometrów. Znane turystom jest przede wszystkim z tego, że to właśnie tu urodził się Andersen i jak się można spodziewać został jego najsłynniejszym obywatelem.
Już na wjeździe zauroczą nas małe uliczki, domy jak z bajek, urocza małomiasteczkowa atmosfera. Zwiedzanie warto rozpocząć od słynnego w całej Danii „żółtego domu”, w którym w 1805 roku pisarz przyszedł na świat. Dom ten usytuowany jest przy Hans Jensens Straede, nastrój panujący w nim przeniesie nas w lata życia pisarza – budynek stoi w nienaruszonym stanie już ponad dwieście lat. W domu mieści się muzeum poświęcone życiu i twórczości pisarza. Prezentowana jest w nim nowoczesna ekspozycja przedstawiająca historię ubogiej rodziny pisarza, koleje jego życia, pamiątki i ciekawe świadectwa epoki. Są listy, zdjęcia, książki… A w kolekcjach muzeum znajdziemy książki przetłumaczone na sto języków, w tym – co ciekawe – także na język kaszubski.

Sylwia Turkiewicz

fot.: Kim Wyon, Niels Thye, Lennard Nielsen/VisitDenmark; jkmaximov/flickr

Kontakt